Jak to się dzieje, że fajerwerki wybuchają różnymi kolorami?
Już za chwilę, już za momencik i nie tylko korki szampanów będą strzelały na rynkach największych miast w Polsce i na podwórkach przed domem. Fajerwerki lub jak kto woli sztuczne ognie są zakupem obowiązkowym dla wielu milionów ludzi w naszym kraju. Niestety często zdarzają się i nieprzyjemne sytuacje związane z wybuchem wszelkiego rodzaju środków pirotechnicznych. Nasze czworonogi też za nimi nie przepadają. Dowiedzcie się o nich więcej!
Historia
Wiedzieliście, że największym producentem fajerwerków w obecnych czasach są Chiny? Ich korzenie także związane są z Państwem Środka. Huk towarzyszył chińczykom już 200 lat p.n.e. Oczywiście nie miał nic wspólnego ze spalaniem ładunku prochowego - jeszcze nie wtedy. Huk powstawał podczas prażenia bambusa. W czasach dynastii Han, czyli drugiej dynastii cesarskiej panującej w Chinach (pierwszą była Qin) odstraszano w ten sposób złe duchy. Sześć wieków później hałas towarzyszył także podczas modlitw o szczęście i pomyślne życie. Pierwsze udokumentowane pokazy sztucznych ogni wskazują, że organizowano je w Chinach już w XII wieku. Oczywiście podziwiać je mogli tylko cesarzowie i mieszkańcy dworu. Podczas nich zastosowano już kolejny wynalazek Azjatów - mowa o prochu, którego użyto w racach.
W Polsce pokazy fajerwerków były bardzo popularne wśród szlachty. Pierwsze pisemne opisy z 1566 roku świadczą, że świętowano w ten sposób narodziny Zygmunta III Wazy. Jak można łatwo się domyślić pirotechniczne pokazy nie były urządzane z byle powodu - towarzyszyły największym uroczystościom. Wybór nowego króla, rocznice wielkich bitew, szczególnie tych zwycięskich okraszone były pokazem deszczu iskier. Długim pokazem, przynajmniej jak na tamte czasy, bo aż trzyminutowym uczczono w 1918 roku ogłoszenie niepodległości.
Czasy się zmieniają i postęp widać także w sprawie sztucznych ogni. Jeszcze 50 lat temu podczas pokazów używano lontu do odpalania rac i ładunków. Jak uzyskiwano w takim razie dłuższy pokaz, a nie wybuch wszystkiego w jednym momencie? To proste - regulowano długość lontu. Wszystko zmieniło się w 1965 roku. Od tego to czasu bowiem używa się elektrycznych zapalników. Znacznie zwiększyło to bezpieczeństwo osób obsługujących pokazy. Mogą one odpalać fajerwerki z większej odległości. Zniknął też niebezpieczny problem zamoknięcia lontu.
To nie jedyny technologiczny postęp, jaki zaobserwować można na przestrzeni lat. Jak pewnie wiecie, rakiety składają się z dwóch części. Pierwsza to napęd. Gdy wybucha, wynosi fajerwerk na dużą wysokość, na której następuje detonacja drugiej porcji prochu zmieszanego z metalami. W 2004 roku po raz pierwszy zastąpiono prochowy napęd wyrzutnią korzystającą ze sprężonego powietrza. Podczas tego samego pokazu, który miał zresztą miejsce w Disneylandzie, sztuczne ognie wybuchały w powietrzu po czasie sterowanym elektronicznie.
Skąd kolory?
Za wszystkie stoi chemia. Niełatwa chemia, bo dopiero w latach 30. XIX wieku odkryto sposób na nadanie fajerwerkom wybuchającym na nocnym niebie różnych barw. Wszystko to zawdzięczamy Włochom. To chemicy z Italii jako pierwsi zastosowali tlenki metali i metale, które w określonej temperaturze spalania mają dany kolor. Temperatura ta dochodzi nawet do 2000°C. I tak związki baru dają kolor zielony, sodu - żółty, strontu - czerwony, a miedzi - niebieski. Purpury i fiolety powstają ze zmieszania barwy czerwonej z niebieską. Uzyskuje się więc je dodając do chlorku miedzi związki strontu w odpowiednich proporcjach. Za dym podczas pokazów fajerwerków odpowiada dodatek cynku do mieszaniny prochu, a dla uzyskania iskier - żelazo.
Największy na świecie pokaz fajerwerków
10 miesięcy spędzonych na przygotowaniach, przeszło pół miliona sztucznych ogni i sześć minut. Dokładnie tyle było potrzeba, aby udało się pobić rekord Guinnessa w kategorii „Największy pokaz fajerwerków”. Wydarzenie miało miejsce w jednym z miast Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Sztuczne ognie kontrolowane przez 100 komputerów rozciągały się na długości 94 kilometrów. Niektóre wystrzelone zostały na wysokość jednego kilometra! Wszystko było zsynchronizowane z muzyką puszczaną podczas widowiska.
Poprzedni rekord w tej samej kategorii pobił Kuwejt, który w listopadzie 2012 roku świętował 50. rocznicę powstania własnej konstytucji i rządu. Z tej okazji nad stolicą państwa odpalono dokładnie 77 282 fajerwerki. Całość trwała blisko godzinę. Koszt przedsięwzięcia, w przeliczeniu na złotówki, to kwota 50 milionów.
Obejrzyjcie choć fragment:
Jeśli zamierzacie spędzić tegorocznego Sylwestra na Słowenii i jesteście fanami odpalania fajerwerków, mamy dla Was bardzo złą wiadomość. Otóż władze tego kraju zakazały ich używania. Nie chodzi nawet o samo ich odpalanie. Wystarczy, że je posiadamy na terenie tego kraju, a już zostaniemy ukarani. Grzywna może sięgać nawet 1200 euro! Z przepisami wiąże się także kara dla firm za dystrybucję sztucznych ogni. Ciężkie czasy nastały dla firm z tej branży znajdujących się na terenie Słowenii. Nie pozostaje nic innego, jak zwinięcie interesu.
I na koniec słowo o bezpieczeństwie. Proponujemy, żeby najpierw wybuchały petardy, race i rakiety, a dopiero później korki szampanów. Zapoznajmy się także z instrukcją obsługi, używajmy ich na zewnątrz. Uwaga - balkon to nie „na zewnątrz”! W trakcie podpalania nie trzymajmy ich w rękach. Używanie wszelkich fajerwerków jest dozwolone dla osób powyżej 18 roku życia.

Brak komentarzy do artykułu - Twój może być pierwszy!