To absurd! Telefony komórkowe wcale nie „ściągają” piorunów!
Sezon burz, to dobry czas na rozwianie wątpliwości i mitów związanych z piorunami - czym właściwie one są? Piorun, to silne wyładowanie elektrostatyczne, powstające naturalnie w atmosferze. Towarzyszy mu błyskawica, następnie występuje grom, czyli zjawisko dźwiękowe.
Czas, jaki mija między zjawiskiem świetlnym, a grzmotem, pomaga nam określić, w jakiej odległości od naszej lokalizacji występuje burza. Wszystko, co musimy zrobić, to policzyć sekundy, jakie dzielą błyskawicę od grzmotu, a następnie pomnożyć wynik przez 340. Dlaczego? Przyjmuje się, że prędkość rozchodzenia się dźwięku w powietrzu wynosi około 340 m/s. Wynik, jaki otrzymamy, jest podawany w metrach.
Skąd wzięło się powszechne przekonanie, że fale wytwarzane przez telefon komórkowy powodują zwiększone ryzyko ściągnięcia na siebie pioruna? Prawdopodobnie stąd, że w ostatnich latach prawie wszystkie jego ofiary miały taki przy sobie. Zapominamy tylko, że w dzisiejszych czasach niemal każdy go posiada! To tak, jakby powiedzieć, że woda jest trująca, bo każdego, kto ją pije, czeka śmierć.
Eksperymenty pokazały, że telefony komórkowe nie mają żadnego wpływu na zmianę kierunku uderzenia pioruna. Pierwszy polegał na wytworzeniu silnego wyładowania elektrostatycznego w warunkach laboratoryjnych. Umieszczenie w jego bliskim sąsiedztwie telefonu w żaden sposób go nie „przyciągało”. Podczas drugiej próby, zadzwoniono na numer telefonu, który brał udział w teście. Nic się nie zmieniło, a odległość między piorunem i telefonem wynosiła zaledwie kilkanaście centymetrów. Kierunek uderzenia pozostawał niezmienny i omijał telefon, który był wciąż zdatny do użytkowania.
Ze statystyk wynika, że 84% ludzi, doświadczających spotkania z piorunem, to mężczyźni. Czyżby testosteron był magnesem na pioruny? Rekordzista został porażony aż siedem razy! Amerykanin, Roy Cleveland Sulivan, trafił do Księgi rekordów Guinnessa.

Brak komentarzy do artykułu - Twój może być pierwszy!